O autorze
Blog o Muzyce, Kulturze i Sztuce oraz o wszystkim co z nią związane. O problemach społecznych i o wszelkich dobrych lub złych, ale na pewno interesujących rzeczach. O Dzieciach, Edukacji Muzycznej. I o nadziei. Na lepszy świat.

Droga do "Ziemi Obiecanej". Rozmowa z Krzysztofem Napiórkowskim.

fot. Anka Górajka / projekt: Piotr Saulewicz
Z Krzysztofem Napiórkowskim spotykamy się w piątkowy wieczór w centrum Warszawy. Siadamy na wygodnej kanapie, delektując się czerwonym winem. Krzysztof jest spokojny i opanowany. Kiedy mówi, jego ton głosu brzmi bardzo melodyjnie, zupełnie tak, jakby właśnie śpiewał. Spotykamy się na kilka dni przed premierą jego nowej płyty, „Ziemie Obiecane”, która ukaże się 8 kwietnia 2014 roku. Zaliczany do kręgu najwybitniejszych muzyków polskiej sceny jazzowej i poetyckiej. Polski wokalista, kompozytor, autor tekstów, producent muzyczny i multiinstrumentalista, wpuścił mnie na chwilę do swojego muzycznego świata.

- Co w ostatnim czasie było dla Ciebie muzycznym priorytetem?



- Krzysztof Napiórkowski: Sytuacja wygląda następująco: za tydzień ukazuje się moja nowa płyta, którą nazwałem „Ziemie obiecane”. Jest to taka naturalna dominanta, która w tych utworach się przewija.

- Tytuł Twojej ostatniej płyty sugerował, że to był Twój „Drugi oddech”. Odnosząc się do tego, można stwierdzić, że odetchnąłeś po raz trzeci. Tym razem na „Ziemiach Obiecanych”. Czy to te Biblijne „Ziemie Obiecane”, czy coś zupełnie innego?

- Myślę, że wiele wątpliwości związanych z tytułem wyjaśni się po przesłuchaniu tego albumu, ponieważ te „Ziemie Obiecane” zostały potraktowane dość metaforycznie. Nie chce zbyt dużo słuchaczom ujawniać, póki nie przesłuchają materiału.

- Rozpocznijmy zatem od etapu powstawania płyty. Czy to był materiał specjalnie przygotowany, czy może część utworów powstało wcześniej?

- Myślę, że trafiłaś w sedno, tak dokładnie jest. Cześć z tych utworów istniała już wcześniej…

- Czyli niektóre utwory czekały na odpowiedni moment, aby ujrzeć światło dzienne ?

- Takim istotnym impulsem, było to, że w trakcie trasy z „Drugim oddechem” zdarzyła się pewna rzecz. Po którymś koncercie zostałem niespodziewanie nagrany przez kogoś. Miałem później możliwość odsłuchania materiału z koncertu. Stwierdziłem, że muzycy z którymi pracuje (Kacper Stolarczyk, Daniel Kapustka, Maciej Magnuski), to już właściwie nie są już tylko muzycy, którzy spotykają się w konkretnym projekcie. Powstało coś w rodzaju zespołu i ludzi, którzy są zgrani ze sobą. Zagraliśmy zresztą razem prawie setkę koncertów więc poniekąd było to oczekiwane zjawisko...

- Wpłynęło to także na więzi emocjonalne pomiędzy wami?

- Zdecydowanie tak. Zbliżenie ludzkie było tak naprawdę równoległe. Stwierdziłem, że to taki moment, kiedy ten zespół zaczyna rzeczywiście grać, jak jednorodny organizm, który wypracował rodzaj takiej komunikacji pozawerbalnej, na poziomie instynktów. Chciałem wykorzystać ten moment. Zebrałem utwory, które miałem. One ułożyły mi się w historię. Do tego - dopisałem na bieżąco kilka utworów, wyciągnąłem trochę starszych z szuflady i tak powstał materiał na płytę.

- Jak odnosisz się do skomponowanych wcześniej utworów? Czy z czasem patrzysz na nie inaczej?

- Muszę powiedzieć, że lubię powracać do starych utworów z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że z perspektywy czasu one inaczej mi się jawią. Mogę podejść do nich na świeżo. Poza tym są pewne fragmenty, do których wcześniej podchodziłem, ale nieskutecznie. A z tym właśnie zespołem nabrały takiego kolorytu, który uważam, że jest właściwy. To jest ten powiew, dla którego warto wracać do tych utworów. Myślę poza tym, że korzystniejsze dla słuchacza jest słuchanie materiału, który dojrzał. A zgodnie z zasadą „Coś nowego – coś starego”.

- Czyli dobrze jest czasem schować coś do szafy ...

- Ja trochę chomikuję. Jest to często spowodowane tym, że mam jakiś pomysł na utwór i zaczynam nad nim pracować, ale go zostawiam z jakiegoś powodu. Bo nie mam dalszego pomysłu na to, jak go wykończyć. Ten pomysł przychodzi właśnie po czasie. To jest dobry moment, żeby powrócić do tych pomysłów, wykończyć i nagrać.

- Kto razem z Tobą pojawi się na płycie? Wiem, że poza Twoim stałym składem, będą to bardzo utalentowani artyści.

- Z gości między innymi Dorota Miśkiewicz, którą znam już bardzo długo. Chyba z 10 lat. Okazało się, że nigdy nic nie nagraliśmy, chociaż występowaliśmy na długo przed tym, zanim powstały te najbardziej znane płyty Doroty. To był jeszcze czas, kiedy mieszkałem w Krakowie. Akurat nadarzyła się okazja, zaprosiłem ją do utworu.

- I jeszcze gitarzysta Marek Napiórkowski …

- Marek Napiórkowski, kiedyś w sytuacji dość imprezowej powiedział, że chciałby na następnej płycie u mnie zagrać. W związku z tym, zanotowałem sobie te deklaracje i w momencie, w którym przystępowałem do pracy, zadzwoniłem do Marka i przypomniałem mu o tym.

- Pamiętał?

- Tak, pamiętał. Przyjechał do studia i nagrał niesamowite partie. Nie tylko ze względu na to, że znakomicie gra i wydobywa niesamowite frazy, ale również dlatego, że dysponuje pięknymi instrumentami i potrafi z nich w pełni korzystać.

- Bardzo ciekawi mnie współpraca Napiórkowski & Napiórkowski . Bo to rzadko spotykana zbieżność nazwisk w tej samej branży.

- Muszę stwierdzić, że bardzo dobrze nam się pracuje. Dobrze nawet do tego stopnia, że założyliśmy duet „Nap & Nap” i zagraliśmy już dwa koncerty w tym roku. Jest więc szansa, że się to rozwinie. Dla mnie ta praca była zdecydowanie bardzo korzystna. Dużo się od Marka nauczyłem. Przede wszystkim jest to człowiek bardzo utalentowany. Ale u niego ten talent jest poparty niesamowitym doświadczeniem i gruntowną pracą. Przerobił on dogłębnie wszystkie aspekty pracy muzyka, zarówno w studio, na scenie, jak i we wszystkim, co z tym zawodem związane.

- A jeżeli chodzi o Dorotę Miśkiewicz ?

- Dorota Miśkiewicz zaśpiewała ze mną jedną piosenkę w duecie. Do tego wszystkiego wspólnie dośpiewujemy sobie w chórkach. Co tu dużo mówić, jest po prostu niesamowicie muzykalna. Wchodzi do studia i wszystko wykonuje za pierwszym razem bez żadnych dodatkowych prób i sugestii producenta, którym w tym przypadku jestem ja. Współpraca z takimi osobami powoduje, że człowiek czuje się, jak na wakacjach. (śmiech)

- Jesteś producentem i Ty decydujesz o tym co i w jakiej formie pojawi się na płycie. Ile - jako producent - dajesz swobody muzykom, z którymi współpracujesz?

- Jestem człowiekiem, który lubi mieć formę klarowną i domkniętą. I bardzo dążę do tego, aby każdy utwór był zamkniętą całością. Zostawiam jednak ostatnio coraz więcej miejsca dla muzyków na improwizację. Oni również są współtwórcami brzmienia, jak i współtwórcami aranżacji. To jest grupa zwarta i zgrana.

- Jesteś bardzo wszechstronny. Z jednej strony masz umysł ścisły, z drugiej- poetycką duszę, która na pewno często unosi się ponad ziemią. Czy takie rozdwojenie nie utrudnia Ci życia codziennego?

- Staram się wszystko ze sobą łączyć. Mam pewne narzędzia, które mi ułatwiają funkcjonowanie. Jakoś sobie z tym radzę. Tak naprawdę jestem osobą, jak najbardziej praktyczną, choć może nie do końca poukładaną. Pewien arsenał szaleństwa jest we mnie wciąż aktywny. (śmiech)

- Co jest najważniejsze w byciu poetą dla samego siebie?

- Staram się przede wszystkim przekazać jakąś informację i na tym się skupiam. Są to sprawy uniwersalne, społeczne, ale i osobiste. Przede wszystkim dążę do tego, aby miało to jakąś wartość komunikacyjną.

- Pytam dlatego, że na płycie zauważymy większość Twoich autorskich tekstów. To się ceni. Oprócz tego, będziemy mogli również usłyszeć kompozycje do tekstów wielkich poetów: Bolesława Leśmiana, Wojciecha Kassa i Krzysztofa Karaska. Skąd taki wybór?

- Z tekstami poetów, z którymi się rozprawiam bardzo się utożsamiam. Są to teksty dla mnie ważne i niebanalne. Dwa utwory z tekstem Bolesława Leśmiana są bardzo zróżnicowane, nie tylko pod względem słów, ale i w charakterze muzyki. Występują po sobie, na zasadzie kontrastu. Z Krzysztofem Karaskiem i Wojciechem Kassem mam osobisty kontakt i mamy ze sobą pewien rodzaj porozumienia. Chciałbym również, aby ta moja wypowiedź była również autorska, osobista stąd kilka moich własnych tekstów.

- Skąd czerpiesz Twoje muzyczne inspiracje?

- Wydaje mi się, że te podstawowe najważniejsze inspiracje sięgają mojej młodości i wieku nastoletniego. Zostałem zaszczepiony muzyką poetycką, klasyczną, ale także muzyką tradycyjną, kościelną i ludową. W zasadzie, to wszystko, co teraz wypływa z mojej twórczości jest połączeniem tego wszystkiego. Często słyszę, że moja muzyka przypomina słuchaczom muzykę innych artystów. Nigdy nie wiadomo do końca, jak się do tego odnieść. Każdy ma inne wrażenia. Wydaje mi się, że moja muzyka nie jest aż na tyle oryginalna, aby nie była podobna do czegoś innego. Wszystko jest przecież do czegoś podobne...

- Z tym się nie zgodzę. Uważam, że jesteś jedyny w swoim rodzaju. W Twojej muzyce znajduję ogromne pokłady wrażliwości i dobroci serca. Nie uważasz, że ta wrażliwość może ginąć w dzisiejszym świecie?

- Z mojego doświadczenia wynika, że jest bardzo wielu wrażliwych ludzi na muzykę i słowo oraz na połączenie tych dwóch elementów. Ja na pewno jestem taką osobą. Czasem publiczność jest zaskoczona, bo nie do końca zdaje sobie sprawę z istnienia takiej twórczości, bo nie miała okazji wcześniej jej znać. Wydaje mi się, że jest sporo osób nieświadomie oczekujących pewnych kombinacji słowno-melodycznych, które są w tych piosenkach.

- Możemy zauważyć, że radiowa Trójka bardzo docenia Twoje kompozycje …

- Jest to na pewno rzecz bardzo wartościowa, tym bardziej, że z tego co wiem, w radiowej Trójce pracuje wielu dziennikarzy, którzy mają bardzo duże rozeznanie muzyczne. Tak naprawdę dużo większe ode mnie, pomimo tego, że jestem melomanem. Ale nie mam dostępu do takiej ilości muzyki, którą może mieć ktoś pracujący w redakcji muzycznej Polskiego Radia. Tym bardziej jest mi miło, że moja twórczość została doceniona przez dziennikarzy. Największym powodem do satysfakcji dla twórcy jest chyba jednak uznanie publiczności.

- Krótko mówiąc: ten album otworzył nowe drzwi.

- Tak. Na pewno nie nagrywałem jeszcze w tak zróżnicowanej obsadzie wykonawczej. W niektórych utworach pojawia się kwartet smyczkowy, w kolejnych gitara Marka Napiórkowskiego. To są rzeczy, których wcześniej nie doświadczałem, szczególnie z takim instrumentarium. Wydaje mi się, że na pewno będzie tu dużo nowości.

- Czy to płyta dla każdego słuchacza?

- Jest to na pewno płyta, która ma bardzo dużo melodii. Wydaje mi się, że jest łatwa w pierwszym odbiorze. Nie jestem obiektywny w tej kwestii, nie mniej, uważam, że dużo utworów może się zwyczajnie podobać. Jestem w środku tego wszystkiego, w tej chwili jest to dla mnie ciągle jeszcze jedna wielka zagadką, jak to wszystko się potoczy oraz jak będzie przyjęta ta płyta przez słuchaczy.

- Powiedz jeszcze coś więcej o fonograficznej stronie nowego albumu.

- Dystrybutorem tego albumu będzie Warner Music Polska. Będzie on dostępny w tradycyjnej formie zanikającej płyty kompaktowej, jak i również dystrybucji cyfrowej, także w jakości audiofilskiej. Przy okazji, miło mi również powiedzieć, że firma Warner Music Polska będzie dystrybuować również moje starsze płyty.

- 8 kwietnia premiera płyty. Kiedy pierwsze koncerty promujące album?

- Pierwsze koncerty w maju. Trasa koncertowa jest w trakcie planowania. Na pewno będziemy grać w wielu miejscach w Polsce. Pierwszy premierowy koncert odbędzie się w Warszawie.

- Życzę Ci powodzenia.

- Nie- dziękuję.

Rozmawiała: Martyna Sojka.


(Krzysztof Napiórkowski "Tango nonsensu" udostępnione: www.youtube.com)
Trwa ładowanie komentarzy...